Sunday, January 18, 2015

St. James Palace


Wrocław
Miałem tę fotkę wrzucić już dawno ale jakoś nie mogłem się ogarnąć z jej historią. Otóż w listopadzie we Wrocławiu kręcono sceny do nowego filmu Spielberga "St. James Palace" niby nic istotnego prócz tego, że powojenne plenery można we Wro znaleźć bez problemu i bez większej charakteryzacji. Żeby jednak dostać się na plan filmowy trzeba...? No właśnie nikt nic nie wie co trzeba, a kwartał miasta ogrodzony siatką, a cała strefa planu filmowego pilnowana przez ochroniarzy. Po zaciągnięciu informacji z zaprzyjaźnionym fotoreporterem - Tomkiem Hołodem, do którego budynku najlepiej się dostać żeby mieć wgląd na plan filmowy - trzeba było działać. Jak się dowiedziałem najlepiej do tego nadawał się budynek przy ulicy Kaszubskiej (w którym Tomek właśnie przesiadywał grzejąc pupę) ale jak się tam dostać skoro cieć miał nakaz nie wpuszczania nikogo obcego do środka. Po chwili oczekiwania zaczepiłem zmierzającą do wejścia studentkę (tak przynajmniej wyglądała) z zapytaniem - czy mogę z nią wejść do budynku. Po chwili byłem w środku jednak jej okna nie wychodziły na plan filmowy. Po dłuższym poszukiwaniu odpowiedniego mieszkania udało mi się dostać do domu jakiegoś grafika na VII piętrze, który udostępnił mi okno.
Nie przejmując się niczym odtworzyłem szeroko okno aż tu naglę słyszę: "proszę zamknąć okno i nie robić zdjęć" - to dopiero mnie rozjuszyło! Jak to, pomijam już, że robię zdjęcia ale czy nie mogę stać sobie przy otwartym oknie? Ooo nie - powiedziałem sobie, otworzyłem okno i "jadę bez ogródek".
Okazało się, że właściciel (najemca) mieszkania już wcześniej próbował robić zdjęcia ale zrugany karnie zamknął okno i schował aparat, teraz chciał "na wszelki wypadek" moją legitymację prasową którą oczywiście udostępniłem mu do sfocenia. Po kilku chwilach na planie pojawił się człowiek z zielonym laserem wycelowanym w mój aparat w celu zakłócenia robionych przeze mnie zdjęć! Takie oto metody mają współcześni producenci filmów, a być może nadgorliwi najemnicy z Polski obsługujący plan filmowy!
Po zrobieniu kilku interesujących mnie ujęć (celność człowieka z laserem była wątła) musiałem opuścić mieszkanie grafika. Najlepsze na koniec...
Po wyjściu z budynku napada na mnie facet (być może ten od lasera) i mówi najpoważniejszym głosem jaki udało mu się wykrzesać: "Nie wiedzie pan do Stanów Zjednoczonych" oraz, że "spotkamy się w sądzie". W pierwszej chwili na jego żałosny widok nie wiedziałem czy się śmiać czy płakać ale po dłuższej bardzo dziwnej rozmowie stwierdziłem, że niestety nie wybieram się do Stanów Zjednoczonych! Inny z ochroniarzy nawet stwierdził, że wysmarowany na łososiowy kolor (ten budynek z prawej za murem) jest chroniony prawami autorskimi tzn. nie budynek tylko kolor :)

1 comment:

Statch said...

"Łososiowy" faktycznie wygląda na firmowy, jeszcze z literką R w kółeczku.